Jaka jest KIA

Jaka jest KIA

Niby było dobrze. Niby odnalazła się w jego świecie, na studiach a nawet w jego firmie. Powoli uczyła się, że dla części zawsze będzie dzi*ką szefa, ale coraz więcej osób, nie wiedziało, nie słyszało albo przyzwyczajało się do tego.

Dopóki nie miała kluczowej roli, jakoś szło. A On tak strasznie jej kibicował. Wspierał i motywował jakby zadania, które wykonywała były najważniejsze dla całej firmy.

Ale były też momenty, w których była najsmutniejsza na świecie. Zawsze inna z wyglądu, ze stylu, z języka, a nawet z jego obecności. Jak była z Nim to często musiała odnajdować się w najelegantszych i najdroższych miejscach, pełnych przepychu i snobizmu. Dyskusje, czy najnowsza kolekcja szpilek Louboutina jest równie piękna jak poprzednia były dla niej z kosmosu. Oczywiście, że marzyła o takich szpilkach, bo kto by nie chciał zostać ikoną stylu, ale żeby kupić buty za takie pieniądze?! No i ona w szpilkach… to nie do pomyślenia.

Wiedziała, że On robi wszystko, by była szczęśliwa i za jednym słowem miałaby całą najnowszą kolekcję tych piekielnych szpilek. ale na co to Kopciuszkowi? Nie chciała stylistów ani diet. Nie chciała niczego, kompletnie nie wiedziała jak się odnaleźć.

Nie umiała nawet poprosić go o pomoc, bo o co? O szczęście i pewność siebie, o siedzenie przy niej, gdy musi robić nieprzyjemne rzeczy, o bycie na każde jej zawołanie? Nie mógł przestać żyć swoim życiem, bo jej smutno. Ona też nie miała dla niego czasu, bo zawsze jest milion spraw niecierpiących zwłoki, a przecież ona musi stanowić jakąś sensową pomoc, wspierać go. To nie jest jego rola, by żyć jej życiem i radzić sobie za nią.

Nie miała z kim porozmawiać, bo co zadzwoni do rodziny, że jest tak bardzo smutno, ale nie wraca, bo Go kocha? Wyśmieją ją, ma co chciała, mówili, że tak będzie- nie tego potrzebowała.

Siedziała smutna zapłakana w domu i nie wiedziała jak sobie z tym poradzić. Wiedziała, że On ma spotkania, nie miała co ze sobą zrobić, bo przecież ktoś komu niebo chce spaść na głowie nie będzie prał i zmywał, choć wie, że powinien.

Kiedy usłyszała zgrzyt klucza w zamku, była przerażona. Nic nie jest zrobione, ona zapłakana, niewyjściowa, nawet nie wie co ma mu powiedzieć, bo przecież wszystko jest ok. Wszedł do pokoju i zamarł.

Powoli podnosiła głowę od jego stóp przez kolana, krok, brzuch, klatkę piersiową, brodę, by ze strachem spojrzeć mu prosto w oczy. „Słabo prawda?” wyszeptała w poczuciu winy. Na jego oczach malował się kolaż emocji. Nie wiedziała, co ją czeka. Krzyknie? Rozpłacze się razem z nią? A może odwróci się i wyjdzie?

Obrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi. „O, Boże” wyszeptała i zamarła. Zapomniała jak wstać, jak krzyknąć, jak się poruszyć. Zapomniała wziąć oddech…

Usłyszała otwierane drzwi. A potem ich zamknięcie, ale żadnego kroku. Zawrócił i wszedł do pokoju. Była przerażona, ale zaczęła z powrotem oddychać. „Matko, Kia, tak właśnie pomyślałem, czy Ty zwariowałaś?” Wypowiedział jednym tchem, podszedł i ją przytulił. Zupełnie niczego nie rozumiała, ale choć przez chwilę chciała czuć się jego i zatopiła się w jego ciało.

” Tak myślałem, jak Ty masz do mnie mało zaufania… Pomyślałaś, że pójdę sobie prawda?” – wyszeptał jej nad głową. Płakała… Podał jej chusteczkę. „Proszę nie myśl o mnie tak. Ja… ehh ja naprawdę chciałem coś innego. Jesteś moja. Nigdy, nigdzie sobie nie pójdę. Tak bardzo mi Cię szkoda, że Ci smutno, że płaczesz, mogę Ci jakoś pomóc?” Tylko pokręciła głową. Była mu dozgonnie wdzięczna, że może płakać w Jego ramionach. To już coś.

Chwilę ją tulił i całował delikatnie, po twarzy, włosach i dekolcie, smakując łzy. „A teraz wyjdę na chwilę, tylko na moment, dobrze? Zostawiłem coś w samochodzie, wrócę po to i jestem, dobrze Kia?” Pokiwała głową, w końcu nic innego jej nie pozostało.

Chwilę go nie było. Wolała się nie ruszać o milimetr, jakby to mogło zagrozić jego powrotowi. Usłyszała zgrzyt klucza w zamku i usłyszała jak wchodzi do domu.

Wszedł do pokoju i postawił przed nią torbę z logo Diora. Zamarła. „Kia, otwórz ją proszę” wydał polecenie. Spojrzała na niego niepewnie, ale pomyślała, że nie jest w pozycji do negocjacji. Podeszła podniosła torbę i wyjęła z niej piękną torebkę w zwierzęce wzory. Najnowsza kolekcja- tyle zdążyła zapamiętać ze snobistycznych spotkań. Usiadła z torebką na kolanach i nie wiedziała co zrobić. Torba była śliczna, a Kia nigdy nie miała czegoś tak drogiego, tak jej się przynajmniej wydawało, choć nie znała ceny biżuterii, którą od niego otrzymywała. Ale taka torebka, dla niej… to chyba bez sensu. Nie zamierza zostać ikoną stylu i wyglądać jak żony jego kolegów, nie ma takiej opcji! „Słyszałem jak rozmawiałyście o szpilkach, ale nie byłem pewien, czy chciałabyś szpilki, a w rozmowie powiedziałaś, że to najładniejsza rzecz z kolekcji. Proszę to dla Ciebie”

„Ale jak… dlaczego? Przecież ja nie ogarniam, to drogie… jest piękna, ale inne też są piękne… przecież chyba nie ma jakiegoś święta?” Mówiła jeszcze przez łzy. ” To dla Ciebie. Chciałem, żebyś się uśmiechnęła” Objął ją ramieniem i usiadł przy niej.

Poczuła się Jego, własna, kochana. Poczuła, że należy, że dalej nie ma pojęcia co ze sobą zrobić, ale przynajmniej gdzieś należy. A to już coś. Zerkała na torebkę i myślała, że musi z nim porozmawiać o wartości prezentów i o tym, że liczy się gest i pomysł, a nie ilość zer, ale na ten moment jest posiadaczką torebki Diora z najnowszej kolekcji.

Stoję nad przepaścią, może już nawet spadam. Jeszcze nie umiem powiedzieć.

A ten odważny krok w przód… to może być samobójstwo. No reason to stay is a good reason to go.

 

Nikt się o mnie nie zatroszczy o ile nie zatroszczę się o Ciebie sama.

Przygnieciona codziennością, niezdolna do podejmowania decyzji,, przemęczona, zestresowana i pogubiona do cna, szefowa bez podwładnych. Odpowiedzialna za cały świat.

Niemająca czasu dla bliskich w tym kota.

A  jak już trafia mi się dzień wolny nie jestem w stanie zrobić nic poza włączeniem muzyki.

A pozory dalej pozostają. Jutro będą goście i o ile nie przykleją się do podłogi i przeskoczą przez wszystkie graty to nawet jak dotrą do salonu to na brudny stół nie będzie co postawić, bo nieogarnięte… #brawoja

W tym wszystkim tylko On jakoś ogarnia i cierpliwie wozi mnie i rower autem, bo jak już gdzieś dojadę to bywa, że nie mam sił wrócić. I przytula.

Ale ma swoje życie, problemy i odpowiedzialności a nawet dodatkowe zadania.

Lata temu zaczęłam pisać, bo czułam, że za dużo się dzieje, że nie umiem i nie dam rady, że nie wiem czego chcę oczekuję i potrzebuję.

Przetrwałam wtedy jakoś ten kryzys i wydawało się, że będzie dobrze… już na zawsze? Nic nie jest na zawsze. Tego trzeba się nauczyć. Ja już wiem, że nie ma nigdy, jeszcze nie wiem, że nie ma zawsze.

Jestem w podobnym miejscu. Zagubiona. Kompletnie nie wiem co zrobić z całym swoim życiem, ale ja nie mam kilkunastu, a nawet dwudziestu kilku lat. Ludzie w moim wieku są dorośli przez duże „D”. Rodzą i wychowują małe istoty i radzą sobie z rzeczywistością na wielu poziomach.

Czasem czuję, że naprawdę nie daję rady.

Nie umiem poukładać swojego życia zawodowego ani spraw prywatnych. Zaległości się piętrzą. Ale nawet jeśli mam szansę je pokonać to nie mam siły. Chcę spać … i płakać… i smutkować. Gdzieś za to dobrze płacą?

Jedyną mocną stroną tego wszystkiego jest On, który cierpliwie znosi humory i ciężkie chwile, ale jak długo da radę?

Film:

On: obrzydliwie bogaty zdobywca wszystkiego

Ona: zagubiona przeciętna nie szuka jego

 

On spotyka ją przypadkiem i zakochuje się bez pamięci, zrobi wszystko by z nią być. Ona nie jest zainteresowana a przynajmniej taką udaje. Oczywiście też go kocha. ale mówi, że nie i robi przypadkiem te wszystkie dziwne rzeczy, dzwoni do niego po pijaku, mdleje przy nim i ubiera się seksownie. On oczywiście sobie tylko znanymi środkami sprawia, ze wiem gdzie ona mieszka, pracuje i jaki ma rozmiar buta. Kupuje jej antyki, komputery i telefony, bo może. Kupuje jej nawet wspaniałe nowoczesne auto. Bo może i chce ja obdarowywać. Ona broni się przed tymi prezentami jak może i wspaniałomyślnie część przyjmuje… Namiętności i zakochaniu nie ma końca. On całe dnie biega tylko za nią ale jego wielkie finansowe imperium wcale na tym nie cierpi. Ona znajduje czas na stanie się piękną, bieganie, szukanie pracy, naukę i pewnie jakby trzeba było uczyć się japońskiego to też by dała radę.

 

Życie:

On: …

Ona: zagubiona przeciętna nie szuka jego

On spotyka ją ona absolutnie nie dzwoni do niego po pijaku, bo jest odpowiedzialna. Nie przyjmuje drogich prezentów, bo nie uważa tego za właściwe. Jakby to o niej świadczyło… On na pewno pomyślałby, że leci na kasę. Ona musi jeść, pracować, załatwiać sprawy urzędowe, chodzić na zakupy, robić remont. Ma katar, kaszel, problemy żołądkowe. On czuje się źle, zgubił kluczyki do Seicento i miał ciężki dzień w pracy. Nie kupi całej firmy, w której ona pracuje, żeby dać jej stanowisko menedżerskie. Nawet gdyby jakimś cudem tego dokonał, wściekła by się, bo chyba uważa ją za idiotkę skoro musi jej pomagać w awansie. Nowe auto – decyzję podejmują wspólnie, powoli zastanawiając się nad przyszłymi kosztami utrzymania.

 

On nie ma licencji pilota na kurdewszystko …

Kiedyś bardzo mądra doświadczona życiowo kobieta powiedziała mi, że miłość to nie te romantyczne uniesienia i namiętności, ale szara zwykła codzienność z którą trzeba się wspólnie mierzyć i dawać radę. Nie uwierzyłam jej, cholera nie uwierzyłam… sądziłam, że jest zgorzkniała i patrzy na świat zbyt prosto i bez polotu.

Ja wiem, że o miłość trzeba dbać, ale jak masz zły dzień, miesiąc i jesteś zarobiony po uszy i po prostu źle się czujesz i marzysz o czekoladkach i o spaniu to marzysz by być taką Oną, która nic nie musiała i On sam się pojawił i zabiegał. A tu <punch> rzeczywistość.

Powiedziała jedna z pięknych i wyglądających świetnie aktorek, która wg mnie może zagrać wszystko/wszystkich.

A dla zwykłego śmiertelnika gdzie zaczyna się starość? Z pierwszymi zmarszczkami? Teraz 50 to nowa 30… o ile jesteś Krzysztofem I. z telewizji i wyprasowałeś się kilkukrotnie i masz 3 tony makijażu, wampirze liftingi i co tam jeszcze jest obecnie modne.

Strasznie to smutne, że: „zaakceptuj się, bądź piękny i zdrowy” mówią nam sztucznie zrobione nienaturalne gwiazdki opowiadające o dietach zmieniających rysy twarzy.

Niektórzy się nie starzeją/ starzeją ładniej. A inni… Innych dopada wszystko co można dostać – od 30 roku życia skóra traci na sprężystości- proszę- komplet zmarszczek wokół oczu. Taki prawdziwych nie jak się uśmiechasz..

od 30 roku życia (nawet wcześniej, ale wtedy jest to bardziej widoczne) gruczoły mleczne w piersiach zmieniają się w tłuszcz… coraz więcej i więcej z nich, a tłuszcz… nie jest jędrny, lubi się rozlewać i niebezpiecznie zwisa w kierunku podłogi…

Tak jak dla jednych 50 to nowa 30 tak dla niektórych 30 to nowa 50. Dobrze być dwudziestolatką  i dwudziestolatkiem, a lat możesz mieć ile chcesz liczy się to… na ile wyglądasz…

Po co te wszystkie gospodynie domowe, brzydkie, grube i nieuczesane czytaja Greya?

Czas tracą zamiast posprzątać i pozamiatać ładnie… Choć co pilniejszym należy sie chwila przerwy po dobrze ugotowanym obiadku… pomiędzy odkurzaniem a zmywaniem, a niech mają coś dla siebie.

Ale po co karmić się taką fikcją? Nierealnymi bzdetami, które tylko udają, że może być inaczej. Mamią tym, co nie może się wydarzyć.

I sprawiają, że jeszcze mniej ma się siły i chęci i wiary w to wszystko, w szczęście… w uczucia.

Lepiej czytać książki kucharskie i gotować lepsze obiadki i smaczniejsze i może partner się uśmiechnie i będzie bardziej romantyczny, a nie takie bzdury, które wwiercają się w głowę i sprawiają, że chce się dalej i dalej czytać o Anie, o tym jak ktoś ją odkrył. Jak dał jej wszystko o czym tylko marzyła i nie musiała się o nic martwić… tzn. martwiła się… czy nie za drogi samochód dostała? czy na pewno chce z nim być? czy mac book i komórka od niego nie za bardzo ją osaczają?

A ona sama jedna: miała przeciętny wygląd, przeciętne ciuchy, przeciętne zadbanie i przeciętną sytuację finansową. I teraz każda gospodyni domowa- taka przeciętna marzy, że na nią też czeka Grey…

Drogie Panie, Ana z książki jest młoda, szczupła, dziewicą mieszkającą w Stanach.

Pozostaje doczytać do końca i pamiętać by nie przypalić ziemniaków…

Wstała w złym humorze. Wróciły obawy… wracały co jakiś czas. Czasem z jakiegoś powodu, czasem tak nagle, powalały ją na ziemię bez żadnej przyczyny.

Że nie daje rady językowo, bo jej angielski jest zupełnie niejasny, że wszyscy myślą, że jest tanią prostytutką, która poleciała na kasę. Obawiała się, że to tylko kwestia czasu, kiedy on zauważy, że ona nie dorasta do pięt jego wyobrażeniom. Musi nadejść moment, w którym straci cierpliwość do jej humoru, nieporadności i wiecznych problemów z jej wyglądem i typem urody.

Poza tym, co ona osiągnęła, studentka pierwszego roku i szef międzynarodowej firmy… niedorzeczne. Ona jeszcze nie wiedziała o życiu nic, a on miał za sobą podróże znajomości, przygodny i płatny sex.  Nie dorówna mu doświadczeniem, siłą przebojowością.

Znudzi mu się utrzymywanie jej i dawanie jej pieniędzy na prezenty dla niego. Żałosne- prawda?

Było jej smutno i źle. Ze spuszczoną głową ruszyła do kuchni usiadła i  cichutko płakała.

Wstał pół godziny po niej. Jej brak w łóżku wcale go nie zmartwił, w końcu mogła robić śniadanie, ubierać się, kąpać… Nie przewidział widoku jaki zastał w kuchni.

Siedziała w seksownej koszuli nocnej z czerwonym nosem i łzami na policzkach, rękach i owej seksownej koszulce. Obraz nędzy i rozpaczy. Podbiegł do niej, chwycił ją w ramiona i przytulił. „Będzie dobrze” wyszeptał i całował ją po czole i włosach. Z całego serca chciał wiedzieć, że właśnie tak będzie, ale nie wiedział na razie co jest niedobrze. A bał się zapytać, bo co jeśli nie będzie umiał sprawdzić, żeby było dobrze.

„Jestem KIA, skarbie jestem i nigdzie się nie wybieram. Poradzimy sobie ze wszystkim. Opowiesz mi co się stało?”

Zaprzeczyła głową. Bo co miała mu opowiedzieć? że ją zostawi? i co on miały odpowiedzieć- że nie – no pewnie, że nie bo on jeszcze nie wie… I wtedy M. zrobił coś niezwykłego, „chodź zaczniemy dzień od początku”. Delikatnie wziął ją na ręce i skuloną zaniósł do łóżka. Przykrył ją kołdrą w bezpieczny kokon pocałował w czoło i wyszedł dosłownie na minutę. Wrócił z 2 bułkami, łyżeczką i słoikiem nutelli. Dodatkowo magicznie wyczarował 2 paczki chusteczek.

Spojrzała na niego, zauważył przebłysk uśmiechu i … rozpłakała się jeszcze bardziej. Tulił ją długo, głaskał i nakarmił. W końcu zaczęła mówić, opowiadać i wyjawiła mu wszystkie swoje obawy. Trzymał ją w ramionach i głaskał cicho powtarzając, że ją kocha, że jej nie zostawi, że jest za nią odpowiedzialny i że szukał jej po całym świecie, a teraz wie, że znalazł spełnienie marzeń i miłość na zawsze.

Zapewniał ją, że oświadczył się dwa razy i został odrzucony, ale mimo tego nie zamierza się poddać. Da jej wszystko o czym zamarzy i nie ma dla niego większej satysfakcji niż trzymanie jej w ramionach.

Zapewniał ją, że jest samodzielna i świetnie poradziłaby sobie w Stanach bez niego. Nie wybrał jej bo szukał dziecka, którym można by się opiekować. Szukał kobiety, partnerki, która go zafascynuje i która będzie go uzupełniał. Są kwestie, w których ona jest silniejsza i są takie, w których silniejszy jest on.

Zdarzało się, że wychodzili razem do lokalu, z innymi ludźmi, początkowo to byli tylko jego znajomi, z czasem KIA wypracowała nić porozumienia z częścią z nich, a z innymi pakt o nieagresji.

Nikt nie komentował jej urody, stylu czy języka. Odzywała się coraz śmielej, już nie tylko M. na ucho, ale wprost  do wszystkich.

Któregoś dnia jej pewność siebie tak niespodziewanie wywindowała w górę, że zdecydowała się zaprosić kilkoro znajomych do siebie tzn. do niego.

Cały dzień przygotowywali przekąski i wystrój. M. był już gotowy wynająć dowolną ekipę, która zrobi to wedle życzenia Kii, ale ona koniecznie chciała sama. Więc grzecznie kroił, mieszał i gotował, tylko czasami zerkając w jej dekolt. Ona natomiast bez względu na poziom adrenaliny uwielbiała delikatnie ocierać się o niego za każdym razem, gdy przechodziła obok.

Wieczorna impreza była całkiem udana, jednak wykończona wcześniejszą pracą Kia szybko poszła spać.

M. odprowadził ją do pokoju, ułożył do snu, namiętnie pocałował i wrócił do gości. Gdy zasypiała bez niego, już wiedziała, że impreza w domu to najgorszy pomysł, bo może okazać się, że będzie zasypiała sama.

M. dalej zabawiał gości, dolewał alkoholu i sam nie wylewał za kołnież. Kiedy większość gości wróciła do domu został tylko gospodarz i J. M. poszedł zajrzeć do Kii. Spała przepięknie wtulona w kołdrę i poduszkę, delikatnie odsłaniając swoją pupę. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Siedział zahipnotyzowany na skraju łóżka mając milion myśli na sekundę, gdy do pokoju wparował mocno nietrzeźwy J.

J. był kumplem z dawnych czasów, z którym M. odwiedził niejeden klub ze striptizem i który nauczył go korzystania z usług prostytutek, gdy M. był w najgorszym możliwym stanie psychicznym po dawnym, bolesnym rozstaniu.

J. zatoczył się, podparł o framugę, obrzucił śpiącą Kię wzrokiem i powiedział:

- Ładna, to Ci trzeba przyznać, ale stary, wieźć drewno do lasu, powaliło Cię?

- Naprawdę?J? Nigdy Ci się nie znudzi?! spójrz, jest piękna, jest moja – rozumiesz MOJA

- oj proszę Cię i co postawisz ją na półce? a może pozwala Ci się zabawiać z innymi?

- szczerze mówiąc nie pytałem, ale znając Kię jej „nie” obudziłoby całą dzielnicę.

- no i po co Ci ona? mógłbyś mieć takich na pęczki. Rozumiem, zaliczyć, nawet mnie kusi, ale żeby brać do domu?

Liczyłem, że szybko Ci się znudzi, a to już kilka miesięcy i jakby nie jest Ci lepiej

- Po pierwsze w tej chwili stoisz najbliżej niej jak Ci się zdarzy- będę Cię obserwował! A po drugie, nikt nigdy nie oferował mi takiego seksu jaki daje mi ona. Ja nie wiem, czy oni je tam uczą tego w szkołach czy ona po prostu ma taki dar? Nie interesuje mnie to. Ja po prostu chcę ją mieć dla siebie i tylko dla siebie. I jakoś nie mam ochoty na żadną inną kobietę, bo z doświadczenia wiem, że nie będzie mi lepiej. Poza tym, uwierz mi – potrafi wiele…

Trzeba wiedzieć czego oczekuje się od życia, jakie są nas cele.

Nie chcę być reklamówką rzucaną na wietrze, o której śpiewa jedna z wokalistek.

Mam xx lat i nie wiem co lubię… Odkrywcze, co?

I nawet nie wiem czego nie lubię.

 

A nawet kiedy wiem co lubię a czego nie to nadal tego nie robię nawet w dziale czas dla siebie.

Powinnam wziąć się za siebie.

Odszukać KIĘ i opowiedzieć o niej więcej.

Zdecydować się na rozwój osobisty, choćby najbardziej wymagający- spróbowanie to już coś.

Zorganizować 2 wyjazdy i robić coś razem.

Tęsknię za byciem Sunią.

Przed nami weekend. Czy może być lepiej?

Przeczytałam kolejną książkę w stylu BDSM – prezent od innej Suni :)

Faktycznie temat robi się popularny. Jeszcze ekranizacja 50 shades of grey i już nikt nie będzie uprawiał seksu w stylu vanilla ;)

Książka udana, choć nie idealna, nie kończy się i pokazuje, jak rząd relacji a nie jedną, a ja jednak wierzę w miłość i wierność. Z drugiej strony książka pięknie opowiada o silnej kobiecie, feministce, która w tym wszystkim odnajduje siebie i swoją siłę, potrafi odkryć, że siła bierze się z wnętrza- jej wnętrza.

Mam też uwagę do sposobu ukazania seksu jako gry dla dwojga, w którą możesz grać kiedy i z kim chcesz. Może i brzmi to dobrze, ale jakoś dla mnie seks to coś więcej. I to, że można wymieniać się wrażeniami z seksu ze swoimi byłymi, ba mieć kilka partnerek równocześnie i nawet przekazywać sobie Sunię/Pana, gdy relacja się wypala a ktoś inny ma na niego/nią ochotę jest… niewyobrażalne. I bez pytań o przeszłość…

Wygodne ale nie dla mnie. W tej kwestii pozostaję jednak tradycjonalistką z całą mocą kibicującą tym, którzy nie robią wielkiego halo z czyjejś lub swojej historii seksualnej.

Nie zapowiada się, abym kiedykolwiek miała pójść do łóżka z kimś kogo nie zapytam najpierw o to ile miał wcześniej partnerów i partnerek seksualnych i na ile było to trwałe/dawne związki a na ile one- night-standy.

Może to też jest objaw poznawania swojej wewnętrznej siły. Nie muszę pokornie zgadzać się, ze standardami „światowymi”.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Jaka jest KIA Design by SRS Solutions

  • RSS