Dobrze, że poznałam to pojęcie… przyda się.

Pakował swoje rzeczy, a ona cała w nerwach zbierała się, żeby mu to wyjaśnić. Żadnych niedomówień. W takich sytuacjach nie można sobie pozwolić na niedomówienia. Bo potem okaże się, że on nie widzi w tym nic złego i że nie wiedział, że ona się nie zgadza.
Zatem już za chwilę na spokojnie. Z odwagą patrząc mu w oczy wyłoży mu zasady. Wierzyła, że on popatrzy i stwierdzi: "ale kotku, to oczywiste", a jeśli nie, jeśli będzie miał inne zdanie? Powie, że nie rozumie dlaczego i po co, że to jakieś dziwne wymysły, czy ma jakieś argumenty … nie ma po prostu tak czuje…
Albo jeszcze inaczej będzie szczegółowo się dopytywał, a co to znaczy, jeśli będą, a co to znaczy dotykać, czy jak … i tu nastąpi seria słów wbijających szpilki w jej serce. Ale ona będzie twarda. Konkrety tylko konkrety.
Jeśli okaże się niewart to kłamstwo ma krótkie nogi… A życie nauczyło ją radzić sobie i nie zająknie się.

Dobrze wiedziała, że potem dyskusje już nie będą miały sensu, bo jak on powie, że nie wiedział, albo opowie jej ze szczegółami a ona stojąc dumnie wyprostowana patrząc mu  odważnie w oczy w środku będzie się kuliła coraz bardziej i będzie pragnęła zniknąć, to co wtedy.

A jak już będzie po i ona nie da rady nie będzie umiała, będzie potrzebowała czasu, żeby uwierzyć, żeby poczuć.

Kto nie ryzykuje, ten nie ma. Wierzyła, że on wie czym i o co gra, wierzyła, że jej własna duma jej nie zawiedzie.

Wiedziała, że podejdzie i jasno wyjaśni. I nie będzie płakała. Ona nie płacze.