Miał być wywiad z Panem, ale jakoś mam wreszcie ochotę opisać coś przyjemnego. Spałam dziś długo, bardzo długo, pozawijana w kołdrę.

Ale Pan musiał obudzić się wcześniej i dojrzeć, że jednak da się do mnie dobrać ;) Obudził mnie dotyk i ściągany ze mnie dół od piżamki. Potem bezczelnie Pan rozłożył moje nogi i zaczął mnie pieścić. Moje uczucia były niesamowite. Było mi błogo, dobrze. Z jednej strony oczy same mi się zamykały a z drugiej chciałam więcej i więcej. Gdzieś tam na dnie mojej głowy tliła się myśl, a jak się odwrócę i ułożę do snu to Pan przestanie… a tego bym nie chciała ;)
 
Nie minęło dużo czasu, gdy Pan uznał, że wystarczy drażnienia mnie i postanowił mnie wziąć… moje uczucia się nie zmieniły, wiłam się, przytulałam, lizałam Pana po rękach, ale nie byłam bojowa, raczej rozmarzona i grzeczna. Choć trzeba przyznać, że za wiele Panu z siebie nie dałam. Byłam nastawiona na czystą przyjemność. Potem Pan uznał, że obudziłam się na tyle by spełniać Jego zachcianki i zostałam zapytana, czy dam radę się wypiąć. Dałam radę, choć moje poranne ruchy były dość niezdarne.

W (chyba) mojej ulubionej pozycji byłam już w pełni obudzona i wiłam się i prężyłam….
Nie do końca zdobyłam to, co chciałam, ale poranek był… udany… baaaardzo udany