Zaczęło się chyba od wizyty młodszej mnie u nas. I mojego przekonania, że jest całkiem inna. I pogadanki, że jednak jest taka sama. Oczywiście tylko po części, ale ta część przedstawia mnie wcześniej- jaka część przedstawia mnie teraz?

Kompleksy posiadam od zawsze. Uwagi do wyglądu własnego mam niemałe. Przy Panu jakoś nieświadomie o nich zapomniałam… i bardzo bardzo mnie zaskoczyło jak wczoraj w najmniej oczekiwanym momencie wróciły. I taka właśnie się poczułam … najbrzydsza na świecie. W sekundę odżyło niskie poczucie wartości. Kotwica emocjonalna jakaś czy co?

Mam się już lepiej, choć wciąż marzę o ramionach Pana, żeby się w nich schować i poczuć pewniej.

Pocieszające jest to, że jestem pewniejsza siebie i mądrzejsza no i przy Panu zapomniałam jak to jest czuć się najgorszą.

„Oh yes I am wise
But it’s wisdom born of pain
Yes, I’ve paid the price
But look how much I gained
If I have to, I can do anything
I am strong (strong)
I am invincible (invincible)
I am woman”

Zrozumienie tej piosenki też chyba wymaga dojrzewania :)

I przygotowuję się na 2 tygodnie odpoczynku, a potem na nowe zobowiązanie. Mam nadzieję, że podołamy, bo odwrotu nie będzie.