Idziemy przez życie z jakimś planem, czasem nawet nie wiemy, że taki plan mamy i realizujemy go mozolnie, krok po kroku.

I osiągamy, w zasadzie, to co chcieliśmy i wtedy jesteśmy w takim trudnym położeniu. Celu już nie ma, ale są marzenia. Drogi do marzeń nie ma, bo trzeba ją wykuć w skałach, a to trudniejsze niż dotychczasowe powolne wdrapywanie się w stronę celu. Z jednej strony mamy to o co walczyliśmy, a z drugiej? Coś jest nie tak. Jest nam mało. Wierzyliśmy latami, że jak już osiągniemy to i tamto to nasze życie w bliżej nieokreślony sposób znajdzie się na szczycie marzeń, ale droga nie obejmuje marzeń, obejmuje cele.

I niech się cieszą Ci, którzy drogi do celów wykuwać nie muszą, bo niektórzy i ją mozolnie drążą. Tyle, że oni chyba nie zatrzymują się po osiągnięciu celu, tylko dalej ryją aż do marzeń.

A przeciętny człowiek? To świnka morska, ani to człowiek sukcesu, czyli świnka, ani to nieudacznik, czyli morska, bo cel osiągnął.

Ale nie można osiąść na laurach, nie mamy przecież najważniejszego- marzeń. Trzeba więc znaleźć ten cholerny kilof i zacząć wykuwać swoją ścieżkę i nią kroczyć, wyprawa nie będzie trudniejsza niż do celu, trudne jest tylko w nią wyruszyć.

I do tego potrzeba motywacji i inspiracji, a skąd je brać Bóg jeden raczy wiedzieć.

Niestety zanim weźmiemy się za spełnianie marzeń jesteśmy gotowi odkurzać pustynię, rozkruszyć lód na Antarktydzie, spacerować, aż potwierdzimy, że ziemia jest okrągła i oczywiście spać.

No spać każdy musi, a poza tym we śnie nie ma wyrzutów sumienia, we śnie trasa do marzeń jest już gotowa niczym droga czteropasmowa biegnąca z górki i ani wyboju ani zakrętu – wprost do … celu.