Przeczytałam kolejną książkę w stylu BDSM – prezent od innej Suni :)

Faktycznie temat robi się popularny. Jeszcze ekranizacja 50 shades of grey i już nikt nie będzie uprawiał seksu w stylu vanilla ;)

Książka udana, choć nie idealna, nie kończy się i pokazuje, jak rząd relacji a nie jedną, a ja jednak wierzę w miłość i wierność. Z drugiej strony książka pięknie opowiada o silnej kobiecie, feministce, która w tym wszystkim odnajduje siebie i swoją siłę, potrafi odkryć, że siła bierze się z wnętrza- jej wnętrza.

Mam też uwagę do sposobu ukazania seksu jako gry dla dwojga, w którą możesz grać kiedy i z kim chcesz. Może i brzmi to dobrze, ale jakoś dla mnie seks to coś więcej. I to, że można wymieniać się wrażeniami z seksu ze swoimi byłymi, ba mieć kilka partnerek równocześnie i nawet przekazywać sobie Sunię/Pana, gdy relacja się wypala a ktoś inny ma na niego/nią ochotę jest… niewyobrażalne. I bez pytań o przeszłość…

Wygodne ale nie dla mnie. W tej kwestii pozostaję jednak tradycjonalistką z całą mocą kibicującą tym, którzy nie robią wielkiego halo z czyjejś lub swojej historii seksualnej.

Nie zapowiada się, abym kiedykolwiek miała pójść do łóżka z kimś kogo nie zapytam najpierw o to ile miał wcześniej partnerów i partnerek seksualnych i na ile było to trwałe/dawne związki a na ile one- night-standy.

Może to też jest objaw poznawania swojej wewnętrznej siły. Nie muszę pokornie zgadzać się, ze standardami „światowymi”.