Lata temu zaczęłam pisać, bo czułam, że za dużo się dzieje, że nie umiem i nie dam rady, że nie wiem czego chcę oczekuję i potrzebuję.

Przetrwałam wtedy jakoś ten kryzys i wydawało się, że będzie dobrze… już na zawsze? Nic nie jest na zawsze. Tego trzeba się nauczyć. Ja już wiem, że nie ma nigdy, jeszcze nie wiem, że nie ma zawsze.

Jestem w podobnym miejscu. Zagubiona. Kompletnie nie wiem co zrobić z całym swoim życiem, ale ja nie mam kilkunastu, a nawet dwudziestu kilku lat. Ludzie w moim wieku są dorośli przez duże „D”. Rodzą i wychowują małe istoty i radzą sobie z rzeczywistością na wielu poziomach.

Czasem czuję, że naprawdę nie daję rady.

Nie umiem poukładać swojego życia zawodowego ani spraw prywatnych. Zaległości się piętrzą. Ale nawet jeśli mam szansę je pokonać to nie mam siły. Chcę spać … i płakać… i smutkować. Gdzieś za to dobrze płacą?

Jedyną mocną stroną tego wszystkiego jest On, który cierpliwie znosi humory i ciężkie chwile, ale jak długo da radę?