Jaka jest KIA

Jaka jest KIA

Z jednej strony Sunia stojąca przy drzwiach warująca i nasłuchująca. Ale czemu Go nie ma? Zawsze przychodzili razem. No ale ej otwórz drzwi.. On na pewno jest za nimi. Zapomniałaś o Nim, bo zawsze był a teraz zapomniałaś go wpuścić, ale ja Ci przypomnę.

A teraz … teraz to na pewno Jego kroki… a nie jednak nie.

Spokojnie… dziś Pana nie ma, jesteśmy my. Poradzimy sobie.

 

Z drugiej najpiękniejsza suknia w roli głównej i dodatki z ulubionym wzorem :)

Warto spełniać marzenia

Nigdy  nie posiadała świetnej figury. Nie było jej to dane, a i wujek Mc Donald z ciocią Chipsy i Ciasteczka jakoś nie sprzyjały.

Nigdy też nie ubierała się „skromnie”. Dlatego też nie miała żadnych obaw przed tym, żeby pół nago wystąpić na paradzie, gdzie się poznali. Gdyby, jeszcze w Tajlandii, ktoś uznał ją za luksusową prostytutkę, taką z którą można się pokazać pewnie uznałaby to za komplement, bo nie wierzyła, że jej figura może stanowić coś cdn.

Jest taka piosenka o ślubie, chyba H2O ale to nieistotne.

Często wybierana ponoć na pierwszy taniec- choć ciężko uwierzyć… to piosenka o kobiecie, która zostaje zmuszona do ślubu z facetem, którego nie kocha.

O ile w dzisiejszych czasach w naszej kulturze nie ma tego problemu, to jednak problem „wiezienia windą do nieba” przez rodzinę wydaje mi się baaardzo aktualny.

Najbliżsi ludzie widzą moje szczęście w określony sposób i wiedzą lepiej, więc za wszelką cenę chcą mnie przekonać a w najgorszym wypadku przymusić do ich sposobu działania. Ja nie muszę się zgadzać, ba nawet nie muszę udawać że mi się sposoba, a  wtedy już x lat im podziękuję.,

a co jak nie podziękuję, jak nie będę dumna i będę żałowała, że nie zrobiłam jak chciałam, to już się nie liczy, ważne, żeby mnie wywieźć, „windą do nieba”.

Tak ciężko bywa i tyle wątpliwości, jest strach co potem, ale jesteśmy razem i tego będziemy się trzymać.

Gdzie Ty tam ja , Panie.
Zaklinam świat, bo zapracowałeś.

Stworzyłam!
Namalowałam!
Wyraziłam!
Niesamowite uczucie tak znów odkryć siebie!
Natworzyłam Nas i naszego stwora.
Na dwóch różnych powierzchniach na dwa różne sposoby.
Tak trudno się zabrać do tworzenia, a sprawia to taką satysfakcję, dziwne, prawda?

Tak jak rozwijają się ludzie tak powinna rozwijać się ich twórczość. Uznałam, że potrzebuję miejsca na pisanie o konkretnym temacie, ale okazało się to niewykonalne, no chyba, że miejsce bez możliwości napisania „ż” uznamy, za sukces…

„Jeśli będziesz robić to, co kochasz nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu”- frazes?

- Co kochasz robić?

- aaaeeeee nie wiem…

- a masz jakieś hobby?

- aaaaaeeeee nie, no może, nie no raczej nie

- a co lubisz robić?

- pisać, malować…

- a kiedy ostatni raz to robiłaś?

- jakiś rok temu…

Ludzie są dziwni. Zagubieni. Ale jak tu się odnaleźć jak technika jest przeciwko mnie?

Idziemy przez życie z jakimś planem, czasem nawet nie wiemy, że taki plan mamy i realizujemy go mozolnie, krok po kroku.

I osiągamy, w zasadzie, to co chcieliśmy i wtedy jesteśmy w takim trudnym położeniu. Celu już nie ma, ale są marzenia. Drogi do marzeń nie ma, bo trzeba ją wykuć w skałach, a to trudniejsze niż dotychczasowe powolne wdrapywanie się w stronę celu. Z jednej strony mamy to o co walczyliśmy, a z drugiej? Coś jest nie tak. Jest nam mało. Wierzyliśmy latami, że jak już osiągniemy to i tamto to nasze życie w bliżej nieokreślony sposób znajdzie się na szczycie marzeń, ale droga nie obejmuje marzeń, obejmuje cele.

I niech się cieszą Ci, którzy drogi do celów wykuwać nie muszą, bo niektórzy i ją mozolnie drążą. Tyle, że oni chyba nie zatrzymują się po osiągnięciu celu, tylko dalej ryją aż do marzeń.

A przeciętny człowiek? To świnka morska, ani to człowiek sukcesu, czyli świnka, ani to nieudacznik, czyli morska, bo cel osiągnął.

Ale nie można osiąść na laurach, nie mamy przecież najważniejszego- marzeń. Trzeba więc znaleźć ten cholerny kilof i zacząć wykuwać swoją ścieżkę i nią kroczyć, wyprawa nie będzie trudniejsza niż do celu, trudne jest tylko w nią wyruszyć.

I do tego potrzeba motywacji i inspiracji, a skąd je brać Bóg jeden raczy wiedzieć.

Niestety zanim weźmiemy się za spełnianie marzeń jesteśmy gotowi odkurzać pustynię, rozkruszyć lód na Antarktydzie, spacerować, aż potwierdzimy, że ziemia jest okrągła i oczywiście spać.

No spać każdy musi, a poza tym we śnie nie ma wyrzutów sumienia, we śnie trasa do marzeń jest już gotowa niczym droga czteropasmowa biegnąca z górki i ani wyboju ani zakrętu – wprost do … celu.

 

Czasami ludzie, Sunie są zagubieni. Niestety adresówka może w takich przypadkach nie pomagać.

Nikt nie jest w stanie odnaleźć takie zagubionej Suni oprócz niej samej.

Co pomaga? Czego unikać? Jak nie wpadać w panikę?

Szukać wśród tego, co pozostał wśród niewielkich fragmentów wewnątrz, na dnie.

I dobudowywać do nich krok po kroku maleńkie kawałeczki.

Czytać?

Malować?

Wierzyć?

I udowadniać sobie i światu.

A może pisać?

Dziś miałam trudny dzień. Poczułam się wyciągnięta poza nawias, niedopuszczona. Ale ja wcale nie chciałam tego widzieć. To dno i 50 cm mułu, a jednak cieszy 2/3 … porażka. Ale to ja byłam inna. Może wyrastam ponad przeciętność?

Oby, ale tak czy inaczej … przykro być odrzutkiem.

Każda Sunia powinna trzymać się z dala od mainstreemowych pozycji dotyczących BDSM i pewnie dlatego dałam się wciągnąć w historię Grey’a i Anastasii…

Książka jest miła w czytaniu i bardzo porywająca. Koniecznie muszę zaznaczyć, że czytałam oryginał, bo pewnie ze względu na tłumaczenie pewne zagadnienia mogą być inaczej rozumiane.

50 shades nie uczy BDSM i nie pokazuje takiej relacji. Pokazuje co się stanie, jeśli Pan spotka kobietę, z której chce zrobić sunię. I historia jest ciekawa. Momentami tak „poprawna” i hołubiąca tradycyjne wartości, że aż rozczarowuje, a czasami tak odległa od rzeczywistości, że aż zabawna w swojej naiwności.

I o dziwo morał z historii nie brzmi zostań sunią i dołącz do „sub club”. Morał z historii brzmi bądź dzielną i pewną siebie kobietą, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Bądź odważna i krzycz głośno o tym, co Twoje. Równocześnie bądź gotowa iść na kompromis, ale ustępstwo za ustępstwo. Żadnej uległości. Równy z równym. A jeśli już wygrasz swoje szczęście ofiaruj się Panu, ale na swoich zasadach.

Było ich 15. Wszystkie dały mu to czego pragnął i ona jedna dała mu to, czego sądziła że pragnął i wzięła to, czego sama potrzebowała. I wygrała, ale mam nadzieję, że prawdziwy świat to nie książka i w nim również Sunie mają szczęśliwe zakończenia.

Ponadto pojawia się kilka zagadnień, z którymi spotykamy się w życiu codziennym i okazuje się, że Anastasia myśli jak ja, ma podobne obawy i strachy. A  o niektórych potworach z szafy lepiej nie wspominać.

Współczesna bajka, która uczy. To chyba wystarczający warunek, żeby przeczytać książkę, jeśli jest przy tym wciągająca.

Kiedy się poznali nie było jej ciężko zaakceptować jego przeszłości. W końcu gdyby nie korzystał z usług prostytutek i nie wziął jej za prostytutkę nie poznaliby się i nie miałaby teraz tego cudownego życia.

Bała się, że jej obecność nie zmieni jego przyzwyczajeń i kiedy po raz kolejny jak to w czwartek udał się z kolegami do baru ze striptizem i prostytutkami przeżyła koszmar. Jak się potem okazało dla niego jasne było, że teraz już nie potrzebuje innych kobiet i o ile być może będzie wychodził bez niej o tyle sex z inną kobietą to ZDRADA, bez względu, czy należy jej zapłacić czy nie. Tak samo nie zamierzał chodzić do klubów go-go.

KIA była wniebowzięta. I sielanka trwała z pół roku. Ona im dłużej byli razem tym bardziej była go pewna i mniej się bała, że M. odejdzie. Do czasu…

Nawet nie wiedziała, czy to jakaś magiczna granica, czy to z nią coś jest nie tak… Byli razem dość długo. Nauczyła się, że przeszłość oznacza ich przeszłość, że jeśli ktoś mówi o jego przeszłości to ona wie o czym mowa, bo nawet jeśli nie brała w tym bezpośredniego udziału to była w jego pobliżu.

Była jeszcze inna przeszłość, kiedy on miał kilka lub kilkanaście lat. Wtedy jej nie było, ale te opowieści były niczym bajki:  ” za górami, za lasami…” i uwielbiała ich słuchać, często nawet się śmiała, ale nie podchodziła do nich emocjonalnie.

Im więcej przeszłości, było w pierwszej kategorii:” przeszłości wspólnej” tym więcej znajdowało się w nowej kategorii: przeszłości złej”. To była przeszłość, która sprawiała, że jej serce drżało i nie była pewna czy jeszcze długo ustoi o własnych siłach. Miała ochotę krzyczeć: „Nie nie to nie jest przeszłość M.! Kłamiesz! Nie mógł korzystać z usług prostytutek i upijać się do nieprzytomności! Na pewno nie kupował trójkątów i nie miał ulubionych striptizerek, które zawsze chętnie specjalnie dla niego tańczyły w VIP roomie! To wszystko nie miało miejsca!”

Przecież jej ukochany lubi chodzić do kina, do teatru, pije wino i zabiera ją do drogich restauracji, a na dyskotekę nie chciał iść, bo jest za stary. Nie ogląda się za innymi i kocha ją całym sercem i nigdy ale to nigdy nie był takim potworem jak mówią Ci ludzie…

Ale nie miała racji. Świetnie wiedziała, że nie ma racji. Był taki jakim go znała i był takim jakim znali go jego znajomi. Wiążąc się z nią niczego nie ukrywał, więc nie powinno jej to dziwić. Pogodziła się z tym przecież już dawno temu, czemu ten potwór z przeszłości wracał, choćby słowem. Czemu miała z tym problem?

Chciała mieć z nim wspólną przeszłość?

Bała się, że on zapragnie wrócić to tamtego – fantastycznego życia?

A może czuła się odrzucona, oni wszyscy ze śmiechem wspominali jego wybryki, co chwila zaczynając nową opowieść: „A pamiętacie jak M. …?”  ? Ona nie tylko nie słyszała ich do tej pory tak szczegółowo ( o chwała Bogu!), ale też jakoś nie podzielała poczucia humoru i okrzyków zachwytu reszty…

Czuła się nie na miejscu, wydawało się oczywiste, że więcej tu nie przyjdzie z nim, ale czy na pewno? Nie chciała przecież jeszcze bardziej odsuwać się od „złej przeszłości” i co gorsza pozwolić na tworzenie nowej „złej przeszłości”, kiedy oni będą wspominać już imprezy, na których mogłaby być…

Starała się bawić jak najlepiej, ale jej to nie wychodziło … Uśmiechała się i starała skryć się w rogu. Żeby tylko On nie zauważył… żeby nie spostrzegł.

Co miałaby mu powiedzieć? Że jest zazdrosna o coś, o co nie była zazdrosna? że przecież wiedziała, kiedy się z nim wiązała, ale z czasem jest to jakby trudniejsze? Sama nie wiedziała jak to się dzieje, przecież powinna być coraz pewniejsza siebie, jego uczuć …

M. zdawał się nie dostrzegać jej emocji, ale dość szybko chciał wrócić do domu. Wsiadła w swojego Jaguara i posłusznie odwiozła go do domu. Starała się jeździć, jeśli nie było zbyt dużego ruchu- a tak dla wprawy.

Jeszcze dobrze nie weszli do domu, kiedy M. przytulił ją dłużej niż zwykle i spojrzał w jej oczy, a potem spytał: „KIA, co się dzieje?”

” Nic, nic, zmęczona jestem” wydukała i natychmiast odwróciła wzrok. „Nie patrz na niego, nie patrz na niego, masz długie włosy, to ich użyj. Głowa w dół, włosy na twarz i już. Nie płacz. Tylko nie płacz” powtarzała sobie w kółko w panice.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Jaka jest KIA Design by SRS Solutions

  • RSS